Kiedy pierwszy raz zetknęłam się z analizą danych, pomyślałam: brzmi trudno, pewnie trzeba być matematykiem i pół-informatykiem w jednym. Potem odkryłam, że w gruncie rzeczy chodzi o coś bardzo ludzkiego. O ciekawość, o chęć zrozumienia, co się dzieje dookoła i dlaczego. I dopiero wtedy o liczby, wykresy i narzędzia, które tę ciekawość porządkują.


Zaczęłam zauważać, jak wiele danych produkujemy każdego dnia.
Kupuję coś w internecie – dane.
Przeglądam stronę – dane.
Płacę kartą, oglądam film, jadę przez miasto, włączam aplikację do treningów – znów dane.


Jest ich tak dużo, że bez pomocy łatwo się w tym wszystkim pogubić. I właśnie tu pojawia się analityka danych.
Dla mnie analityka to filtr. Pomaga oddzielić to, co ważne, od całej reszty. Pozwala zobaczyć trendy, sprawdzić, co działa, wyciągnąć wnioski i podejmować decyzje nie „na czuja”, tylko świadomie.


Dlatego tak mocno weszła do różnych branż: e-commerce, finanse, marketing, logistyka, sport, a nawet medycyna. Firmy nauczyły się, że dzięki danym mogą realnie zwiększyć skuteczność działań i uniknąć błędów, które wcześniej były niewidoczne.
W centrum tego wszystkiego stoi analityk danych. I tutaj muszę przyznać, że moje wyobrażenia były dalekie od rzeczywistości. Myślałam, że to ktoś siedzący w ciemnym pokoju przed trzema monitorami, liczący coś w nieskończonych tabelkach. Tymczasem analityk to bardzo komunikacyjna rola. Zbiera dane, przygotowuje je, analizuje, wizualizuje i co najważniejsze – tłumaczy innym, co z nich wynika. W materiałach, z których korzystałam, ta rola jest opisana bardzo jasno: analityk nie tylko pracuje na danych, ale przede wszystkim wspiera w podejmowaniu decyzji biznesowych.


Co ciekawe, wiele osób robiło proste formy analizy danych dużo wcześniej, zanim pojawiły się modne hasła typu „data analytics”. Tworzenie zestawień w Excelu, porównywanie wyników w czasie, generowanie raportów z programów sprzedażowych czy e-commerce, to też są początki analizy danych, tylko nikt tak tego nie nazywał. Sama do dziś pamiętam sytuacje, kiedy układałam sobie jakieś raporty „dla siebie”, żeby coś zrozumieć. Tyle że wtedy traktowałam to jako zwykłą część pracy, a nie element czegoś większego.
Dziś to wszystko poszło o kilka poziomów wyżej. Narzędzia są bardziej zaawansowane, danych jest więcej, a sama analityka stała się pełnoprawnym obszarem zawodowym. W Polsce i na świecie powstały szkoły, kierunki studiów, kursy i specjalizacje, a firmy szukają ludzi, którzy potrafią pracować z danymi, bo widzą w tym realną wartość.


Najfajniejsze jest to, że analiza danych wcale nie jest magią. To proces, którego można się nauczyć i który składa się z logicznych kroków. Kiedy go zrozumiałam, cały temat nagle stał się dużo bardziej przystępny. I o tym właśnie chcę opowiedzieć dalej, bo wiem, że wiele osób ma ten sam punkt wyjścia: ciekawość i lekkie przerażenie wymieszane ze sobą.